"Kochamy bowiem piękno, ale z prostotą, kochamy wiedzę, ale bez zniewieściałości, bogactwem się nie chwalimy, lecz używamy go w potrzebie; przyznanie się do ubóstwa nie przynosi nikomu ujmy, jednakże jest ujmą, jeśli ktoś nie stara się z niego wydobyć" - Perykles, dawno temu

"Rozkazuję ci pod groźbą nieposłuszeństwa, abyś osobiście raz na miesiąc robił rachunek wydatków twego domu i własnoręcznym podpisem potwierdzał; zapominając o tej zasadzie traci się domowników oraz pieniądze i stwarza nieprzyjaciół" - Krzysztof Kolumb w liście do syna 

"Jako rządzący grzeszymy pychą, sądząc że wiemy lepiej czego ludziom potrzeba" - Vaclav Havel, jako prezydent

"Kocham wiatr bo nie można go kupić" - Gianni Agnelli, zanim zwiał

"Balcerowicz musi odejść" - Andrzej Lepper, zanim odszedł

"Zatrzymamy dobrą zmianę" - Leszek Balcerowicz, zatrzymując się

"Większą męką jest posiadanie pieniędzy niż ich zdobywanie" - Seneka

"Jako bankier wykonuję robotę Boga - zbieram pieniądze, za które później firmy tworzą miejsca pracy i wytwarzają produkty" - Lloyd Blankfield, przy okazji wypłaty sobie 7 mln dolarów premii

"Wierzę, że instytucje bankowe są bardziej niebezpieczne od armii" - Thomas Jefferson

"W każdym kraju ten, kto kontroluje podaż pieniądza, w ostatecznym rozrachunku jest absolutnym właścicielem przemysłu i handlu. W chwili gdy zdamy sobie sprawę, że ów system pieniężny znajduje się pod kontrolą zdecydowanej mniejszości społeczeństwa (...) nie będziemy musieli szukać przyczyn inflacji lub defalcji" - prezydent James Garfield w 1881 r. niedługo potem zastrzelony

"Sprzedawano nieistniejące franki kredytobiorcom, pobierając spreed. Ktoś musi sprawdzić transakcje, kiedy ktoś sprzedawał coś, czego nie ma" prof. Witold Modzelewski

"Im więcej dostajemy, tym więcej chcemy" - Seneka

"Mijasz port, musisz się opłacić. Przechodzisz przez most, dawaj pieniądze. Przepływasz przez rzekę, poznaj prawo książęce" - Arystoteles

"Odkąd pieniądze zaczęły się cieszyć szacunkiem, od tego czasu upadł szacunek dla wszelkich wartości. Przemienieni kolejno w nabywców i sprzedawców, nie pytamy czym jest albo jaka jest dana rzecz, ale chcemy wiedziec ile kosztuje. Stosownie do zapłaty jesteśmy pobożni, stosownie do zapłaty bezbożni" - Seneka

Internet jest fajny. Ułatwia życie. To jasne. Dopóki jest dobrowolny. To chyba także jasne. Problem pojawia się w efekcie państwowej polityki nazywanej cyfryzacją. Ładnie brzmi, nowocześnie. Odtąd Internet zaczyna być jednak obowiązkowy i przestaje być taki fajny. Eliminuje się wszelkie dokumenty papierowe i odwieczne, odręczne podpisy. W imię nowoczesności i postępu.

Ludzie od zawsze umawiali się na słowo lub na papierze. To właśnie zamierza wyeliminować tzw. nowoczesność w szatach cyfrowych. Umowy na słowo i papierowe w wielu dziedzinach uważane są za... nieważne, bo są niecyfrowe. Władze oczywiście zapewniają, że uczciwy obywatel nie ma się czego obawiać bo mityczny system jest monitorowany przez cyfrowych ekspertów itd. Ma być wspaniale, nowocześnie więc o co chodzi?  Co zdradza intencję budowniczych cyfro super world-u?

Drakońskie kary za niedostosowanie firmy i życia do wymogów cyfro-nowoczesności. Przedstawiane jako "troska" władz o obywatela. Słyszymy o motywach takich działań - uszczelnianie systemu - dla dobra państwa i obywateli, a uczciwi ludzie nie powinni się tym przejmować, bo przecież nie mamy im nic do zarzucenia, no chyba, że pomylą jakieś pliki czy cyfro-druki. Ci, którzy chcą być off-line, zapewne mają coś do ukrycia i nie jest to fair wobec reszty "porządnego" społeczeństwa.

Na pytania w tej sprawie Rzecznik Praw Obywatelskich odpowiedział, że także ta sprawa leży w gestii demokratycznie wybranych przez nas naszych przedstawicieli. To zamyka temat, mamy to na własne życzenie. Więzienie, ew. ostracyzm. Dla tych off-line i dla tych zalogowanych, którzy i tak w końcu zostaną przestępcami, bo jeszcze się taki nie narodził, który by urzędom dogodził. 


DSC04704


Rok 1984. Jarocin. PRL. Czasy offline i nawet przedkomórkowe. Widać, że ludzie byli sobie bliżsi. W tle dyskretnie czuwała milicja, a władza zbierała informacje w teczkach, nie w plikach. Na foto zwyczajna prezentacja realiów na dworcach PKP i PKS czyli Pogo. Podobno dzisiaj już tak nie jest między nami. Grzeczni ludzie w biurach nie mają powodu do buntu. Wystarczy 40 lat płacić i zaszaleć potem w aptekach przez kilka wiosen.  

Skąd się biorą emerytury?

Z "wypracowanych" składek? Tak sugerują przepisy oraz "przeświadczenie" wielu z nas. Naprawdę jednak, wobec tego, że żaden rząd nikomu niczego nie odkłada, emerytury pochodzą z jednego wspólnego worka (budżetu). De facto to dzisiejsi pracujący finansują tych już niepracujących. Dodatkowo, budżet ZUS dotowany jest ogromnymi kwotami z innych podatków, czyli z vatu, citu, pitu i innych opłat, które trafiają do budżetu państwa, a ten transferuje ich sporą część do ZUS. To oznacza, że wypłaty emerytur na serio finansowane są zarówno przez wszystkich czynnych zawodowo oraz ... konsumentów, którzy robiąc zakupy płacą w cenach vat. W czym jest problem ? W nielogicznym prawie, które wskazuje, że składki ubezpieczeniowe to składki na ubezpieczenie płacącego, nie na innych.

Faktyczną fikcję tego przepisu potwierdza choćby wyrok Trybunału Konstytucyjnego sprzed lat, który wskazał, że twoja/moja składka w momencie wpłaty do ZUS przestaje być twoja/moja, a staje się wspólna, nasza. A skoro tak, skoro ZUS bez innych podatków zbankrutuje, pytanie brzmi: dlaczego tak bardzo różnicuje się wysokość emerytur? System odpowiada, że przecież to wynika z "przepisów", które naliczają emerytury wg lat pracy i wysokości składek. Czyli wypłaty finansowane ze wszystkich podatków wylicza się wg fałszywego zapisu prawnego i tak realizujemy ideę tzw. "państwa prawa".

Nie ma rozwiązań idealnych. Nie jest nim także idea emerytury obywatelskiej. Jednak jest ona bardziej prawdziwa. Składki to podatek solidarnościowy - pracujący płacą na niepracujących, a w pewnym wieku każdy otrzyma równą, przeciętną, urealnioną inflacyjnie emeryturę, gwarantowaną przez państwo. Kto zarabiał więcej dysponował możliwością odłożenia sobie dodatkowych środków, inwestycji, prywatnych polis emerytalnych itp Kolejne rządy boją się tego rozwiązania, gdyż większość ludzi jest święcie przekonana, że emerytury sobie wypracowali. Poza tym mamy niechlubną tradycję grup uprzywilejowanych, którym "się należy", bo dostają z mitycznej "innej puli". Śmieszne i straszne zarazem. No i mamy: przy kolejnej waloryzacji emeryt z 2000 zł otrzymuje 200 zł, a ten z 5000 zł 500 zł podwyżki świadczenia. Ci z wysokimi emeryturami czasami nawet wygłaszają "pouczenia" jak ciężko to sobie wypracowali, jak bardzo "odpowiedzialną" pracę wykonywali albo po prostu, że to jest "zgodne z prawem". Chyba wiemy, które grupy zawodowe tak bronią swych pozycji. Te, którym fundujemy pensje i systemowe bonusy emerytalne.

Każdy broni swych interesów, to zrozumiałe. Ludzie biznesu, zwłaszcza drobnego, powinni dopominać się właśnie o emeryturę obywatelską. To nie jest żaden komunizm, to zwyczajna samoobrona przed sprowadzeniem nas do roli obywateli gorszej kategorii. To także dobre rozwiązanie dla wszystkich skromnie zarabiających, którym kiedyś ZUS może zaśmiać się w twarz.